Lutowe migawki, co słychać na wsi?

 



Blog czy Instagram?

Ostatnio myślę, że prowadzenie bloga o życiu na wsi jest pracą zajmującą, ale też niewdzięczną. O wiele łatwiej idzie mi prowadzenie profilu na Instagram: pamietnikizewsi. Wszystko można zrobić szybko, bezpośrednio z telefonu, bez większego wysiłku. Zainteresowanie na IG też jest o niebo lepsze niż Tutaj. 

 A jednak do pisania na blogu trzeba usiąść, zastanowić się co pisać i jeszcze obrobić zdjęcia. Czy to znak czasów, czy naturalna kolej rzeczy, że wybieramy łatwiejsze rozwiązania? Odpowiedzcie sobie sami. 


Co u nas słychać?


Do połowy lutego mieliśmy solidną zimę. Dała się ona we znaki także naszym zwierzętom. Kury znosiły mniej jajek niż zwykle. Szukały każdej okazji, aby łapać promienie słońca. 

Podczas dużych mrozów nie wychodziły nawet z kurnika. Mało kto chyba wie o tym, że kura aby wytworzyć zdrowe jaja też potrzebuje witaminy D. Kupując jaja z fermy, gdzie kury nie wychodzą na powietrze, nie ma praktycznie szans, aby w tym jajkach była wit. D.  Za to są inne chemiczne substancje, którymi karmi się kury. 



Koza za to coraz bardziej spragniona zieleniny. Dostaje siano, buraki, marchew, jabłka. Mimo to chętnie by coś zielonego skubnęła. W tunelu znalazła przemrożony jarmuż. Nie długo będzie można sadzić nowe warzywa pod tunel, nie mogę się doczekać. 



Stare sanki


W stodole odnaleźliśmy skarb, stare wiekowe sanie z lat 80-tych. Trwałe, solidne, posłużą jeszcze nie jeden sezon. Szkoda, że obecnie już nie produkuje się takich mocnych przedmiotów, które służyłyby przez pokolenia. Jedyne, co można zrobić, to nie kupować tych plastikowych sanek co sezon. Wiem jednak, że wiele osób wybierze wygodę i niską cenę. 



Lutowa odwilż


Luty dobiega ku końcowi. Coraz mniej śniegu, który zamienia się w wodę. Mieszkając nad rzeką z niepokojem śledzimy prognozę pogody. Nie wiemy jeszcze, czy w tym roku posadzimy warzywa? Może być tak, że rzeka zawłaszczy sobie naszą działkę i będziemy zdani na warzywa z targu. Pod tunel niestety mamy mało miejsca, więc nie wiele można posadzić.  




Mimo wszystko z nadzieją czekamy na wiosnę. 

Do zobaczenia na profilu Instagram: @pamietnikizewsi


Zalety małego gospodarstwa rolnego


 

Małe gospodarstwo rolne może być przekleństwem lub spełnieniem marzeń. Wszystko zależy od naszego podejścia do sprawy. Oczywiście, że nawet małe gospodarstwo zabiera nasz czas i jeśli są zwierzęta, to nawet nie można spokojnie wyjechać na wakacje, bo trzeba ich dopilnować.

Dziś jednak chciałabym opisać Wam zalety małego gospodarstwa oraz dać wskazówki, co jeszcze może nam przynieść dobrego takie gospodarstwo. 


Ubezpieczenie społeczne i zdrowotne 


Niskie składki ubezpieczenia w KRUS są tym, co zdecydowanie przemawia za posiadaniem ziemi. Aby podlegać obowiązkowemu ubezpieczeniu wystarczy już jeden hektar ziemi. Pod uwagę jest brany hektar przeliczeniowy. Posiadając poniżej jednego hektara możemy ubiegać się o dobrowolne ubezpieczenie.

Obecnie składka od jednej osoby ubezpieczonej na roli wynosi 417 zł na kwartał. Miesięcznie wychodzi naprawdę niska kwota. Warunkiem płacenia tak niskiej składki jest mała ilość posiadanych hektarów, gdyż wtedy część składki, a konkretnie ubezpieczenie zdrowotne opłaca za nas Państwo. 

Rolnicy, którzy posiadają dużą ilość ziemi płacą pełną składkę KRUS, ale też mają możliwość rozliczania się w Urzędzie Skarbowym, tak jak przedsiębiorcy. Prowadzą księgi, gdzie zapisują przychody i wydatki. Mogą więc uzyskać zwrot w przypadku poniesionej straty. 



Mniejsza odpowiedzialność, mało pracy?


Posiadając małe gospodarstwo nie musimy się tak stresować, gdy coś pójdzie nie tak. Kiedy hodujemy zwierzęta nie do sprzedaży, to w przypadku ich straty możemy co najwyżej mieć dołek psychiczny. Nie mamy potrzeby ubezpieczania wszystkiego, wystarczy tylko budynki na wypadek pożaru czy zalania. 

Przy małym gospodarstwie można sobie dorabiać na umowę o dzieło, zlecenia, a ubezpieczenie możemy zachować w KRUS. Wielu pracodawcom taka sytuacja odpowiada, bowiem koszty ZUS są przeogromne. Unikamy tym samym też tzw. czarnej strefy, a płacone składki po latach uprawniają nas do ubiegania się o rentę z powodu choroby, bądź emeryturę. 


Zdrowsze jedzenie: warzywa, jajka, drób na obiad

Małe gospodarstwo daje nam szansę, aby nieco zdrowiej się odżywiać. Jaja od swoich kurek są  nieporównywalnie lepsze, nie tylko smakowo, ale przede wszystkim mają wartości odżywcze. 

Drób z tzw. wolnego wybiegu potrafi kosztować majątek. Ptaki można hodować praktycznie na byle czym (kukurydza, owies itp), a ich mięso będzie stanowić dla nas pełnowartościowe pożywienie. 


Niezależność od Unijnych przepisów 

Pisałam już kiedyś, że rolnicy posiadający dużą ilość ziemi to obecnie biznesmeni, prowadzący przedsiębiorstwa. Mając małe gospodarstwo jesteśmy w pewnym sensie niezależni. Nie musimy wycisnąć z ziemi ile się tylko da. 

 Nie ma potrzeby stosować w ogóle środków ochrony roślin (czyli całej tej chemii), bądź stosujemy ekologiczne rozwiązania (np. gnojówkę z pokrzyw, oprysk z szarego mydła). Jeśli uprawa nam nie wyjdzie, to nie będziemy tak stratni. Duży rolnik nie może sobie na to pozwolić, jego firma musi dać zyski. Inaczej pójdzie na dno, nie spłaci kredytów, straci ziemie i sprzęt nierzadko brany na kredyt. 



Prowadzenie Agroturystyki, czy Zagrody Edukacyjnej dla rodzin


Ostatnio coraz bardziej modne stają się tzw. Zagrody edukacyjne gdzie hoduje się zwierzęta tylko na pokaz. Kozy, owce, króliki, rozmaite gatunki kur czy kaczek stanowią nie tylko atrakcję dla dzieci. Do hipoterapii wystarczy nawet kuc szetlandzki. Z pewnością kontakt ze zwierzętami może stanowić dla wielu osób niezłą atrakcję i posiadając nawet malutkie gospodarstwo można taki biznes otworzyć. 









Zwierzęta na wsi, szczęśliwe i wolne?


Temat zwierząt na wsi wbrew pozorom nie jest prosty. Mamy obecnie różne przepisy, regulacje, kontrole, które nie pozwalają cieszyć się w pełni spontaniczną hodowlą. Takich małych gospodarstw jest coraz mniej, ponieważ są one nie opłacalne. 

Ludzie ze wsi często decydują się na pracę zarobkową z mieście, gdyż z małego gospodarstwa nie sposób wyżyć. 

Mniejsze gospodarstwo prowadzą ludzie  starsi lub tacy, dla których coś jeszcze znaczy tradycja. Ptaki domowe hodujemy tylko na własny użytek, w celach konsumpcji, dla jaj, czy też dla przyjemności obcowania z nimi. 




Dla  pewnych, Wyższych Instytucji (że tak to określę, a wiemy o co chodzi?) wszystko musi być zgodne z normą i przepisami.

W Polsce są rejony, gdzie kura sama po podwórku już biegać nie może, nie wspominając nawet o owcy, czy innym większym zwierzęciu. Większe zwierzęta muszą nosić kolczyki, a każde ich fizyczne przemieszczenie ma być zgłaszane.  Jeśli ktoś chciał sprzedawać jaja od kur, to trzeba było nabijać na nich specjalne kody. Nie wiem jednak, czy przepis ten nadal obowiązuje? 


Na szczęście wiele zależy tez od władz samorządowych i dobrej woli sąsiada. Znane są historie anonimowych donosów np. z powodu nielegalnej hodowli świń. Rządzi tu jednak typowa, sąsiedzka "troska".

 Obecnie hodowla świnki "na własnych użytek" jest niemożliwa, jeśli wszystko nie odbywa się zgodnie z przepisami. Taka sytuacja była nie do pomyślenia jeszcze 10 lat temu. A Po co to wszystko jest, można się tylko domyślić?




Oczywiście zdarzają się również niespodziewane kontrole Inspekcji weterynaryjnej.  Bądźmy szczerzy, aby kontrola była skuteczna, musi też znaleźć się świadek na zaistniałą nieprawidłowość, czy też wykroczenie. 

Rozumiem sytuacje, kiedy zwierzęta są utrzymywane w złych warunkach, to zupełnie inna sprawa. Tu wtedy pomoc jest naprawdę potrzebna. Co innego jednak to ściganie rolnika za to tylko,  że jego kura chodzi na wolności, czyż nie?



Póki co cieszymy się tym co mamy, a nasze zwierzęta traktujemy z szacunkiem, starając się aby żyły w miarę "na wolności". 

Mam też wielką nadzieję, że przemysłowe hodowle w końcu zostaną mocno ograniczone, bo nie jest to zdrowe ani dla ludzi, ani dla środowiska naturalnego. Aby  doszło  to do skutku, potrzeba naprawdę dużego przeorganizowania systemu w jakim obecnie żyjemy. Trzeba jednak wierzyć, że nawet duża zmiana możliwa jest od jednostki. 


Plany na luty?

 


Początek lutego, wcale nie przedwiośnie;

Przyzwyczailiśmy się już do lekkich zim i oczekiwanie na oznaki wiosny bywa zgubne. W lutym ziemia nadal odpoczywa, choć co bardziej szaleni rolnicy Unijni (właściciele wielkich gospodarstw) potrafią orać w polu nawet teraz. Wszak kto nie zdążył, bo ma duże gospodarstwo, to jakoś musi sobie radzić. Nie jest to zupełnie zgodne z naturą  i w perspektywie czasu potrafi się zemścić. 


Prace przy-domowe:

Ostatnie roztopy skutecznie zniechęcają do prac polowych. Chyba lepiej skupić się na pracach przy-domowych. Na podwórku zawsze jest coś do roboty. Można remontować podupadającą drewnianą stajenkę, wymienić rynny, wysprzątać obejście zwierzakom. Oczywiście to prace typowo męskie, ja mogę co najwyżej doradzać. 


Na wsi nigdy nie ma nudy

W lutym można już myśleć o kolejnym sezonie w polu.  Rolnicy, który zamierzają siać wiosną zboża, powinni zacząć je oczyszczać przy pomocy Młynka. Co to za urządzenie? Postaram się kiedyś zrobić mu zdjęcie, bo wygląda naprawdę interesująco. Jest to metoda czasochłonna i bardziej nowocześni  rolnicy korzystają już z zaawansowanych technologicznie urządzeń. 


Sprawy urzędowe:

Ronicy, którzy posiadają większą ilość ziemi, ustawiają się w banku w kolejce po kredyt nawozowy. Luty to dobry czas, aby zaplanować kolejny rok upraw. Obecne uprawy wiążą się niestety z zastosowaniem ogromnej ilości środków chemicznych. Rolnik, aby się utrzymać na poziomie musi kalkulować przypuszczalne zyski, ale i straty.  Ubezpieczenie pola to norma, bowiem w rolnictwie nic nigdy nie jest pewne.


Jesteśmy zależni od kaprysów natury;

Niestety mieszkam na takim terenie, że często nawiedzają nas lokalne podtopienia, wiąże się to ze stratami. Oczywiście można się ubezpieczyć od zalania, czy od suszy, lecz do tak małej uprawy nie warto jeszcze dokładać. Obecnie rolnictwo to trochę jak gra w ruletkę, albo się coś uda, albo nie.

Bywają  też lata suche, kiedy w studni poziom wody niebezpiecznie opada. Wszystkiemu winna jest nadmierna ingerencja człowieka. O ekologii można by mówić wiele.  Na wsi w której mieszkam o ekologii nie wie się prawie nic. A później pretensje do natury, że szaleje...Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni.


Co sadzimy w lutym?

W drugiej połowie lutego zapewne pomyślę o wysadzeniu ząbków czosnku w pole. Rozglądam się też za skrzynkami do wysiewu nowalijek. W sklepach ogrodniczych już można nabyć nasiona rzodkiewki, szczypiorku, sałat.  Na takie wysiewy zdecydowanie zbyt wcześnie.  Póki co korzystamy z zapasów ze spiżarni. Choć przyznam się, że kupiłam wczoraj pomidorki Sycylijskie w markecie.