Nasze uprawy, co będzie w tunelu?


Pierwszy jest Jarmuż, który siedzi jeszcze w tunelu. Tutaj przezimował i zaczął odrastać bujając w górę do słońca. Na pewno muszę go stąd ewakuować, bo niedługo będzie Tu coś innego. Zaczyna kwitnąć i kompletnie nie wiem co z tym zrobić? Jednak listki nadal są smaczne i codziennie robię z nich sałatkę. 


Skrzynia drewniana na warzywa


Wszystkie donice drewniane, skrzynie są dziełem męża. Ziemię kupiliśmy ogrodową, bądź przynosiliśmy od znajomych. Ziemia z pobliskiej działki niestety jest bardzo oporna pod uprawę warzyw. Powyżej widać sałatę - Królowa Majowych. Wymaga ona przesadzenia, ale chyba nie będę tego robić, szybciej ją po prostu zjemy. Te młode listki też są bardzo smaczne. 


Mini Inspekt mały warzywniak 



Nie każdy pewnie ma świadomość do czego służyły inspekty. Są takie jakby inkubatory, w których wysiewało się nasiona warzyw. Wygląda jak duża drewniana skrzynia.  Dawniej inspekt miał szklane wieko na drewnianej ramie. Obecnie ze względu na koszty robi się foliowe. My wykorzystaliśmy materiał w 100 % recykling. 

W tej skrzyni jest Seler z ubiegłego roku, który przezimował na zewnątrz oraz sałatka przesadzona z doniczek. Nie pamiętam jaka to odmiana, ale jak urośnie będzie widać. Jakaś cebula na szczypior też się załapała do skrzynki. 


Kolejna skrzynia to Seler, również z ubiegłorocznej uprawy. 




Rzodkiewka i Roszponka. 

Pierwszą widać, druga coś oporna. Sadziłam jak księżyca ubywało i niestety chyba się nie udała to uprawa (podobnie jak bazylia). Jeszcze dam jej szansę, a jak nie, to coś innego się zasadzi. 



No i teraz najważniejsze, co będzie w tym tunelu?

Jak na razie są plany na pomidory i ogórki szklarniowe. Rozsady muszę dopiero kupić, ale ostatnie mrozy jeszcze mnie powstrzymują. Zimne noce nie sprzyjają tego typu roślinom, więc warto jeszcze przeczekać. Może i spojrzeć na fazy księżyca. Najpewniej będzie to po połowie maja. 

Trzeba być cierpliwym, na wsi wszystko ma swoją kolej. 


Zwierzęta odchodzą, przychodzą...





Dziś kolejna porcja zdjęć zwierzaków na wsi. Niektóre zdjęcia pochodzą z archiwum, tych zwierząt już nie ma z nami.

Mieszkając na wsi można odczuć ruch i przepływ wszystkiego. Zmiana pór roku, narodziny, śmierć, wszystko się zmienia, czas płynie. Warto się do tego przyzwyczaić, gdyż na wiele spraw nie mamy wpływu. Odnajdywanie radości w każdej chwili daje niesamowitą ulgę. Życie po prostu toczy się dalej...

Już nawet to zdjęcie robi się nie aktualne, bo pogoda coraz cieplejsza i zieleń wybucha soczystą barwą coraz mocniej.

Całe stado kaczek



Zdjęcie sprzed dwóch lat, tych panienek już nie ma z nami. Są za to następne pokolenia. Kaczki rasy francuskiej. Lubią fruwać i pływać w stawie. Obecnie czekamy na nowy wylęg kaczych pisklaków, z pewnością kiedy się pojawią dam Wam znać na blogu. 


Kury w naszym gospodarstwie


Czarne stadko dobrze się trzyma, nadal chodzą gdzie chcą. Czasami aż się dziwię, gdzie te kury potrafią wleźć. Wszystkie warzywne uprawy trzeba przed nimi zabezpieczać, bo jak taka wlezie, to wszystko wygrzebie łapkami. 

A za to jajka zdrowe i smaczne jak nigdzie. Coś za coś jak to mówią, masz kurę na wolności masz kłopot. Masz w zamknięciu, jajka gorszej jakości. Wszystko powinno odbywać się w zgodzie z naturą. Z nadejściem nowoczesności tracimy pewne ideały, które jednak powinno się zachowywać. 



Po co nam kury ozdobne?

Zapytałby ktoś ciekawy. A te kury są raczej tylko dla uciechy oczu, niż ze względów praktycznych, czy broń Boże zarobkowych. Po prostu są ładne, jajka znoszą, więc niech sobie będą.


Ta parka nieźle się razem trzymała, do czasu. Biała kurka siedzi już na gnieździe i wysiaduje jajka. W związku z tym kogucik musiał znaleźć nowe towarzystwo.



Nowy chomik Feluś



Na koniec coś domowego, czyli nasze zwierzątko, Chomik Feluś. 
Poprzedni dwuletni nie doczekał się aby mu nadać imię. To był kolejny chomik w naszej rodzinie.  Przyjazne i nie kłopotliwe zwierzątko. Mam nadzieję, że ten maluch szybko urośnie i będzie zdrów. 




Dziś wyjątkowo bez naszych kóz, bo czas już mnie godni. Ten wpis i tak próbuję skończyć od poniedziałku, więc musicie poczekać na dalszy ciąg tej opowieści. A na wsi to nigdy się nie kończy, ciągle coś się dzieje. Niby zwyczajne, pozornie nudne życie...


Dzień Ziemi

 

Wczoraj mieliśmy Dzień Ziemi. 

Internety obiegły zdjęcia maluchów zbierających butelki i puszki po alkoholu. Zainteresowanie tym dniem było tym większe, że można było się pokazać od ekologicznej strony. To naprawdę teraz jest na topie, być EKO. 


Młode pokolenie nie pamięta czasów ZERO WASTE

Ja z racji urodzenia się w latach 80-tych jeszcze kojarzę stanie w kolejce po cukier i słodycze tylko od święta. Dostawało się paczkę tylko na Boże Narodzenie, a na Wielkanoc baranka z cukru. 

Malutko przedmiotów było jeszcze w plastiku. Nie wiele w ogóle było do kupienia w sklepie. Jedne buty na cały sezon i żadnego szpanowania w szkole. Fartuszek nylonowy i tenisówki na gumowej podeszwie.  Mnóstwo wolnego czasu po szkole. Beztroskie dni na łonie natury. 

Butelki i słoiki ze szkła. Pierwszy Jogurt z plastiku zjadłam w latach 90-tych. Później zaczęło się Mleko w woreczku, bo szklane opakowanie było nie wygodne. Następnie cały ten postęp i rozwój, który trwa w szalonych tempie do dziś. 


Dzieci wychowuje się z technologią

To ma być świadectwem naszej nowoczesności: wracają ze szkoły, nie rzadko przywożone, nie chodzą na piechotę bo to niebezpieczne. 

Po przyjściu do domu od razu zasiadają przed ekranami: Telewizji, komputera, tabletu, smartfona...

Matki nie mają czasu, pomimo tego że większość prac domowych jest już zmechanizowana. Odkurzacz sam sprząta, pralka pierze, zmywarka zmywa. A kobieta nadal nie ma czasu, gdzie on się podział? Czy nie zabrał go postęp technologiczny? 

Płacimy dużą cenę za rozwój, ale jeszcze większą płaci nasza Planeta Ziemia.


5 rzeczy które na wsi są za darmo


Czytelnicy tego bloga zapewne wiedzą, że pisząc o wsi staram się nie koloryzować. Pisałam już o sprawach mało przyjemnych, a dziś przyszła pora na lepszą stronę wsi, którą chce Wam pokazać. 


Widoki jak na wakacjach. 

Wystarczy wyjść z domu, a wiosną i latem urzeka nas śpiew ptaków, błękit nieba i wszechogarniające uczucie wolności. 

To prawda, że mieszkając nawet w mieście jest dostęp do parków, ale często jakość powietrza pozostawia wiele do życzenia. Nierzadko jest takie zanieczyszczenie, że nie widać nawet już błękitu nieba, a myślimy że to chmury.

 Z pewnością ludzie na wsi chorują mniej, choć nie jest to regułą. Dostęp do paskudnej żywności wszędzie jest taki sam. A nie każdy ma czas i siły by uprawiać ogród i hodować kury. 


SPA i rozkosze dla duszy

Mam tu na myśli taki widok i miejsce do którego jest ciągły dostęp. Kawałek prywatnego raju, łąka na wsi.  Wystarczy zabrać matę i można praktykować Jogę, Medytację i co tam dusza i ciało tylko zapragnie.

Posiadanie kawałka łąki jest w tych czasach skarbem nieocenionym. Kiedy ludzi zamyka się w ciasnych mieszkaniach, w  blokach (z wiadomych powodów), tym bardziej doceniam to co mam. Trudno mi teraz uwierzyć, że kiedyś chciałam żyć w mieście. 


Sąsiedzkie relacje

Kolejna rzecz natury psychologicznej, dobry sąsiad to taki który nie szkodzi? Niby tak, ale na wsi z pewnością łatwiej o sąsiedzkie relacje.

 Co prawda i tu teraz ludzie bardziej się izolują. Jest jednak pewność, że kiedy nie będzie Ciebie w domu, to złodziej się nie włamie, bo sąsiad na podwórku stale czuwa.

Inna sprawa, to że opalać się topless latem nie można pod domem. Trzeba się wtedy przenieść za krzaki i na łąkę. 


Woda ze studni głębinowej. 

Studnia, która jest spadkiem po przodkach to czysty skarb.  Woda z niej służy głównie do podlewania warzyw i piją ją zwierzęta. Z  wygody nie korzystamy z tej wody w domu. 

W razie awarii jednak nie muszę się martwić, że zabraknie wody. Już nie raz przynosiłam wodę w wiadrach do domu kiedy wodociąg miał przerwy w dostawie. 

No i koza ma na co wskakiwać. 



Nawóz z obornika. 

Mało oczywista i może niezbyt estetyczna rzecz. To jest właśnie efekt uboczny hodowli zwierzaka. Niezależnie czy to królik, koza czy kura, zjada więc i kupę robi. A kupa ta nie jest bezużyteczna, bo warzywa z takim obornikiem potrafią rosnąć jak szalone.

Taka ciekawostka: Ceny obornika na wsi potrafią windować w górę. Także opłaca się mieć zwierzaka nawet tylko po to. 

Na wsi coraz mniej zwierząt jest hodowanych w sposób naturalny. A gnój od świnki karmionej paszą do niczego dobrego nie posłuży. Zresztą te wielkie fermy zwierząt to po prostu porażka... i dla środowiska naturalnego, jak też dla nas ludzi. 



Mam nadzieję, że nieco uprzyjemniłam Wam czas moim pisaniem i z radością zajrzycie tu ponownie. 

Kwiecień na wsi

Dziś zapraszam na posumowanie z pierwszych kwietniowych dni. Czas tak szybko ucieka, ale dobrze że jest telefon. Uwielbiam dokumentować te nasze radosne momenty na wsi. 


Na początku kwietnia było nawet przyjemnie.


Wybraliśmy się na spacer do parku, gdzie urzekły nas łabędzie pływające w stawie. Pogoda była słoneczna i ciepła. Czekamy więc na jej powrót i na nowe spacery. 




Dwie Indyczki w jednym gnieździe.


Spotkały się dwie Indyczki, jedno gniazdo założyły. Jajka wspólnie nosiły, wysiadywały. A co z tego będzie nie wiadomo jeszcze. (Indyki i jajka nie moje). 




Czarna koza na wolności.


Takie widoki tylko u nas. Koza która służy tylko do zabawy. Oprócz tego wcale nie wymagająca. Na razie tylko siano i buraki. Czekamy na więcej zielonej trawy. Po tych deszczach pewnie będzie już wysoka (trawa). Będzie co "kosić"



 Chwile z deszczu wyłapane. 

W deszczową pogodę też wychodzimy na spacery. Delikatna mżawka to nie wymówka dla złapania świeżego powietrza.



Doczekaliśmy się jajka od przepiórki.

Pierwsze w tym sezonie jajko od przepiórki, która niesie tylko parę miesięcy w roku. Nie chce się nam pakować im paszy. Może gdyby była to hodowla zarobkowa. A to czyste hobby.

Za to gęś niespodziewanie przestała znosić i zeszła z gniazda. Nic nowego, pewnie pogoda się jej nie spodobała. 




Zapraszam na mojego Instagrama: pamietnikizewsi