5 rzeczy które na wsi są za darmo


Czytelnicy tego bloga zapewne wiedzą, że pisząc o wsi staram się nie koloryzować. Pisałam już o sprawach mało przyjemnych, a dziś przyszła pora na lepszą stronę wsi, którą chce Wam pokazać. 


Widoki jak na wakacjach. 

Wystarczy wyjść z domu, a wiosną i latem urzeka nas śpiew ptaków, błękit nieba i wszechogarniające uczucie wolności. 

To prawda, że mieszkając nawet w mieście jest dostęp do parków, ale często jakość powietrza pozostawia wiele do życzenia. Nierzadko jest takie zanieczyszczenie, że nie widać nawet już błękitu nieba, a myślimy że to chmury.

 Z pewnością ludzie na wsi chorują mniej, choć nie jest to regułą. Dostęp do paskudnej żywności wszędzie jest taki sam. A nie każdy ma czas i siły by uprawiać ogród i hodować kury. 


SPA i rozkosze dla duszy

Mam tu na myśli taki widok i miejsce do którego jest ciągły dostęp. Kawałek prywatnego raju, łąka na wsi.  Wystarczy zabrać matę i można praktykować Jogę, Medytację i co tam dusza i ciało tylko zapragnie.

Posiadanie kawałka łąki jest w tych czasach skarbem nieocenionym. Kiedy ludzi zamyka się w ciasnych mieszkaniach, w  blokach (z wiadomych powodów), tym bardziej doceniam to co mam. Trudno mi teraz uwierzyć, że kiedyś chciałam żyć w mieście. 


Sąsiedzkie relacje

Kolejna rzecz natury psychologicznej, dobry sąsiad to taki który nie szkodzi? Niby tak, ale na wsi z pewnością łatwiej o sąsiedzkie relacje.

 Co prawda i tu teraz ludzie bardziej się izolują. Jest jednak pewność, że kiedy nie będzie Ciebie w domu, to złodziej się nie włamie, bo sąsiad na podwórku stale czuwa.

Inna sprawa, to że opalać się topless latem nie można pod domem. Trzeba się wtedy przenieść za krzaki i na łąkę. 


Woda ze studni głębinowej. 

Studnia, która jest spadkiem po przodkach to czysty skarb.  Woda z niej służy głównie do podlewania warzyw i piją ją zwierzęta. Z  wygody nie korzystamy z tej wody w domu. 

W razie awarii jednak nie muszę się martwić, że zabraknie wody. Już nie raz przynosiłam wodę w wiadrach do domu kiedy wodociąg miał przerwy w dostawie. 

No i koza ma na co wskakiwać. 



Nawóz z obornika. 

Mało oczywista i może niezbyt estetyczna rzecz. To jest właśnie efekt uboczny hodowli zwierzaka. Niezależnie czy to królik, koza czy kura, zjada więc i kupę robi. A kupa ta nie jest bezużyteczna, bo warzywa z takim obornikiem potrafią rosnąć jak szalone.

Taka ciekawostka: Ceny obornika na wsi potrafią windować w górę. Także opłaca się mieć zwierzaka nawet tylko po to. 

Na wsi coraz mniej zwierząt jest hodowanych w sposób naturalny. A gnój od świnki karmionej paszą do niczego dobrego nie posłuży. Zresztą te wielkie fermy zwierząt to po prostu porażka... i dla środowiska naturalnego, jak też dla nas ludzi. 



Mam nadzieję, że nieco uprzyjemniłam Wam czas moim pisaniem i z radością zajrzycie tu ponownie. 

Komentarze

  1. Takkk... te widoki to jednak coś pięknego! Też mieszkam na wsi! ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym dodała jeszcze zwierzęta. Ja mieszkam w mieście i mega zazdroszczę takiej ilości zwierząt w koło <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodałbym punkt 6 na tej "prawdziwej" wsi, takiej nie wielkoobszarowej i nie zmechanizowanej przez wielkie maszyny jest naprawdę cicho! ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuje za komentarze związane z artykułem. Zazwyczaj odwiedzam komentujących na ich stronach i blogach. Nie zamieszczaj spamu - nie opublikuję go!