Lato na wsi

 

Lato na wsi może wyglądać bajecznie na zdjęciach. Dla jednych to czas odpoczynku, wakacyjnych podróży, regeneracji. Za to rolnicy pracują pełną parą, nadchodzi czas żniw. Decydujące zbiory, które będą stanowić o zysku lub stracie. 


Wszędzie te krowy, znów spotkane na jednej z wycieczek. 

Rolnictwo u nas jeszcze nie zatraciło swoich korzeni. Wciąż niektóre gospodarstwa rolne funkcjonują na dawnych zasadach: uprawa ziemi, hodowla zwierząt. 



Zalipie powraca:


W lipcu odwiedzamy kolorowe domki. Nawet jeśli to atrapa urok swój ma. Dobrze jest tam pojechać w środku tygodnia, wtedy na wsi pustki i można swobodnie zwiedzać. 






Zalipiański Domek pod Wierzbą roztacza swój urok. Jeszcze jeden na mapie do zwiedzenia. 


Łany zboża, w oddali stary kościółek. 


Bodziszek łąkowy, król naszej łąki.




Wypas koni, wolne i szczęśliwe: Agroturystyka. Całkiem inna wyprawa, która jeszcze poczeka na opisanie. 


Kochani znów misz-masz zdjęć, bez ładu i składu jednak obecnie mam wakacje i sami wiecie, nie bardzo się chce siedzieć nad postami. Zagląda tu taka garstka czytelników, więc mam nadzieję, że mimo wszystko zostaniecie. Zapraszam też na INSTAGRAM 

Czerwcowe momenty

 

Kolejny miesiąc na wsi za nami. Czerwiec należy już do przeszłości, a nam pozostają fotografie. Z pewnością zapamiętam ten miesiąc jako obfitujący w kwiaty, zachwycające łąki, zwierzęta na łonie natury i wizyty w starym parku. 

Jak widać nieuchronnie nadchodzi czas żniw. Na polach rośnie i dojrzewa zboże, dając nam poczucie stabilności i obfitości. 


Kury korzystają z pełni lata i buszują w roślinności, wynajdując co smaczniejsze kąski. Kura która żyję swobodnie znosi zdrowe i smaczne jajka. Wszystko zgodnie z naturą. 


Na polach nawet chwasty potrafią być zachwycające. Taki urok lata, że byle co potrafi cieszyć. 


Przed upałem można się skryć pod drzewem i nad wodą. Dobrze wracać do swojej ostoi po ciszę, spokój i wytchnienie. 


W ogrodach róże mają swój czas. Ich zapach wabi roje owadów. 


Kwitnące drzewka, tym razem zupełnie nie wiem jak się ona nazywają, chyba pora nadrobić zaległości z botaniki?


Kolorystyczne zestawienia: żółty przywodzi na myśl radość, różowy podkręca paletę barw. 


Paprocie podziwiane przez chwilę, bo komary nie dały pójść dalej. Zapomniało się użyć środka na komary to i trzeba uciekać, pojedziemy jeszcze tam, na jeżyny... Las czeka, nigdzie nie pójdzie...


Niebo czerwcowe, to błękit i lekkie obłoki przywodzące na myśl puszyste baranki. I to zboże... jak marzenie. Ach lekko się robi patrząc na to foto, Wam też?


A tu już po sianokosach, pierwsze skoszone, drugie rośnie. Będzie dla kóz na zimę. 


Żółty kwiat, tak po prostu, bez ideologii nadmiernej sobie rośnie i cieszy. 


Maki, niezmiennie zaskakują, zwłaszcza jeśli zobaczyć je całkiem przypadkiem przy drodze. Trzeba było się zatrzymać i zdjęcia robić. Czy ktoś zna takiego drugiego wariata jak Ja?


Wiele drug przebytych jednośladem, kondycja coraz lepsza, ach rower to jednak sama dobroć. 


Krowa spotkana na jednej z wypraw, przywitała nas głośnym MUUUU


Plażing kurek... A ta kokoszka już mama prawie młodzieży. Kogucik zawsze z nią, wierny towarzysz. 


Czarna rogata rośnie nam szybko. Coraz bardziej niepokorna, uparta, jak to koza. 


Jeszcze piwonie, które szybko przekwitły w tym roku, pozostają tylko na zdjęciu. 


W cieniu lipy, jeszcze zanim zakwitła. 


Król parku, jeden z najstarszych dębów w okolicy, dumnie rozkłada swoją koronę. 


Nasze drzewko, nad "naszą" rzeczką. Prywatny kawałek nieba. 


Teraz lipiec wita nas chłodem i deszczem, za to ziemia w końcu cieszy się z wilgoci i roślinki rosną. Równowaga musi być, raz słońce raz deszcze, życie bywa zmienne jak ta pogoda. Udanego lipca...