Czerwcowe momenty

 

Kolejny miesiąc na wsi za nami. Czerwiec należy już do przeszłości, a nam pozostają fotografie. Z pewnością zapamiętam ten miesiąc jako obfitujący w kwiaty, zachwycające łąki, zwierzęta na łonie natury i wizyty w starym parku. 

Jak widać nieuchronnie nadchodzi czas żniw. Na polach rośnie i dojrzewa zboże, dając nam poczucie stabilności i obfitości. 


Kury korzystają z pełni lata i buszują w roślinności, wynajdując co smaczniejsze kąski. Kura która żyję swobodnie znosi zdrowe i smaczne jajka. Wszystko zgodnie z naturą. 


Na polach nawet chwasty potrafią być zachwycające. Taki urok lata, że byle co potrafi cieszyć. 


Przed upałem można się skryć pod drzewem i nad wodą. Dobrze wracać do swojej ostoi po ciszę, spokój i wytchnienie. 


W ogrodach róże mają swój czas. Ich zapach wabi roje owadów. 


Kwitnące drzewka, tym razem zupełnie nie wiem jak się ona nazywają, chyba pora nadrobić zaległości z botaniki?


Kolorystyczne zestawienia: żółty przywodzi na myśl radość, różowy podkręca paletę barw. 


Paprocie podziwiane przez chwilę, bo komary nie dały pójść dalej. Zapomniało się użyć środka na komary to i trzeba uciekać, pojedziemy jeszcze tam, na jeżyny... Las czeka, nigdzie nie pójdzie...


Niebo czerwcowe, to błękit i lekkie obłoki przywodzące na myśl puszyste baranki. I to zboże... jak marzenie. Ach lekko się robi patrząc na to foto, Wam też?


A tu już po sianokosach, pierwsze skoszone, drugie rośnie. Będzie dla kóz na zimę. 


Żółty kwiat, tak po prostu, bez ideologii nadmiernej sobie rośnie i cieszy. 


Maki, niezmiennie zaskakują, zwłaszcza jeśli zobaczyć je całkiem przypadkiem przy drodze. Trzeba było się zatrzymać i zdjęcia robić. Czy ktoś zna takiego drugiego wariata jak Ja?


Wiele drug przebytych jednośladem, kondycja coraz lepsza, ach rower to jednak sama dobroć. 


Krowa spotkana na jednej z wypraw, przywitała nas głośnym MUUUU


Plażing kurek... A ta kokoszka już mama prawie młodzieży. Kogucik zawsze z nią, wierny towarzysz. 


Czarna rogata rośnie nam szybko. Coraz bardziej niepokorna, uparta, jak to koza. 


Jeszcze piwonie, które szybko przekwitły w tym roku, pozostają tylko na zdjęciu. 


W cieniu lipy, jeszcze zanim zakwitła. 


Król parku, jeden z najstarszych dębów w okolicy, dumnie rozkłada swoją koronę. 


Nasze drzewko, nad "naszą" rzeczką. Prywatny kawałek nieba. 


Teraz lipiec wita nas chłodem i deszczem, za to ziemia w końcu cieszy się z wilgoci i roślinki rosną. Równowaga musi być, raz słońce raz deszcze, życie bywa zmienne jak ta pogoda. Udanego lipca...

Komentarze

  1. Pięknie tam masz <3 i jaka cudowna ta kózka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzę o takich klimatach, uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia. Ja bardzo często zatrzymuję się i pstrykam zdjęcia. Już mąż i mama nawet na to nie zwracają uwagi i nie komentują ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię wiejskie klimaty. Sama też pochodzę ze wsi i zawsze wolałam tam mieszkać. Cisza i spokój.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne miejsce :D Ja też zawsze muszę na spacerach zrobić pierdyliard zdjęć, nawet badylom, jeśli tylko wyglądają ładnie :) W szczególności, co drugi krok muszę się zatrzymać, kiedy słońce już powoli zachodzi i wszystko jest tak ładnie oświetlone, haha ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuje za komentarze związane z artykułem. Zazwyczaj odwiedzam komentujących na ich stronach i blogach. Nie zamieszczaj spamu - nie opublikuję go!